Wariaci 1951 (prawie) na Rysach

Z kategorii: U Wariatów... opublikowany: 10.06 13:48 autor: info

w51gory.jpg
A działo się to 9 i 10 czerwca setnego roku po powstaniu Cracovii…

Piątek 12:00
Nasz bagażowy bolid krąży po Krakowie zbierając kolejnych fanatyków.To będzie prawdziwa ustawka z górami, na dodatek ustawka ze “sprzętem”.
Bagażnik pełen jest czekanów, raków, kijków, flag, szalików, koszulek i aparatów fotograficznych.
Przez wrogie tereny Dalinu Myślenice, Wierchów Rabka i Szarotki Nowy Targ, podążamy ku Tatrom.

Piątek 15:00
Do spółki z kibicami Shanghai Shenhua’s wynajmujemy tramwaj konny,który zawiezie nas ku skrytym w chmurach Rysom.


Piątek 17:00
Zostawiamy “sprzęt” w schronisku i uzbrojeni tylko w pasiastą flagę udajemy się na rekonesans do Czarnego Stawu. Staw jak to Staw, czarny i opalony,tylko wąsa gdzieś zgubił.
Grzmot schodzących lawin przypomina nam swojskie heeeeeeeeeeeeeeeej.
Dochodzimy do wniosku, że frekwencja na Kałuży jest tak niska, że obniżanie jej o dalsze 4 (zasypane) osoby nie ma sensu. Wracamy do schroniska.

High Mountain Crazies Expedition RYSY 2006

Piątek 21:00
Sącząc piwko, na lajcie oglądamy popisy naszych reprezentacyjnych kopaczy. Giza nie gra, więc emocje są jakby mniejsze. Świadomość uczestnictwa w Cracoviackiej wspólnocie daje nam przewagę nad resztą schroniskowego towarzystwa, które w ponurych nastrojach topi gorycz porażki w alkoholu, albo w przypływie desperacji zakłada sobie nogę za głowę, jak np. Joggin z Bochni.

High Mountain Crazies Expedition RYSY 2006
Sobota 9:00
Wyruszamy na Szpiglasowy Wierch.
Już wiemy,że relacja on-line nie wypali, bo mms-y docierają do Krakowa z 6 godzinnym opóźnieniem.
Wczoraj pogoda była brzydka, dziś jest paskudna. Od samego początku towarzyszy nam śnieg, wiatr i mgła. Po drodze mijamy schodzących turystów. Wyglądają na krańcowo zmordowanych.
Nasz biało-czerwonych pochód robi jednak na nich piorunujące wrażenie, szczególnie pasiasta chorągiew na 3 metrowym drzewcu, łopocząca na wietrze jak sztandar husarii pod Wiedniem.

Sobota 11:00
Uważając by nie spowodować lawiny, rysujemy na śniegu wielki napis Cracovia Pany!
Dawno już skończyły się ślady, jeszcze od czasu do czasu udaje się wygrzebać spod śniegu oznaczenie szlaku, ale im wyżej tym bardziej biało. Nieoczekiwanie nasze pasiaste koszulki ułatwiają wzajemne postrzeganie we wszechogarniającym mleku.
Mija kolejna godzina torowania w kopnym śniegu, a my nadal nie doszlismy do upragnionej przełęczy.
Padający poziomo śnieg zalepia nam oczy i obiektywy aparatów.
Wiatr wzmaga się, chwilami wydaje się, że nasza flaga odfrunie. Widoczność spada do kilkunastu metrów. Przekrzykując wichurę, naradzamy się. Sanhedryn postanawia wysłać najmłodszego Pasiaka na pastwę żywiołom, tzn. na zwiady. Po chwili hokejowa koszulka zwiadowcy niknie w zamieci.
Wykopujemy snieżną jamę na otwartym stoku, aby choć trochę ochronić się przed szalejącym wiatrem. Cierpiąc za miliony nie zapominamy o zgodach.

Sobota 13:00
Zwiadowca wraca. Wygląda jak Jaś Fasola po malowaniu mieszkania, tylko twarz ma w barwach Barcelony. Po dłuższej chwili i po kilku łykach gorącej herbaty odzyskał głos. Twierdzi, że wyżej jest strasznie, a na przełęcz się nie natknął.
Zastanawiamy się czy walczyć dalej. Większość jest gotowa iść do końca, jednak pada argument, że jeszcze nie przeżyliśmy zwycięstwa Pasów nad Górnikiem Zabrze. To przeważa, postanawiamy wracać.
Na ślepo, bo wiatr zawiał nasze ślady brniemy w dół, schroniska nie widać, gdzieś z oddali słychać szum zsuwających się lawin.

High Mountain Crazies Expedition RYSY 2006

Sobota 16:00
Skrajnie wyczerpani schodzimy do Morskiego Oka, nasze szaliki oklejone ciężkim śniegiem ważą chyba po 10 kg, a z koszulek ciurkiem leje się woda. Po dojściu do siebie oczyszczamy schronisko z wrażych emblematów. Teraz jesteśmy “lepiej widoczni, widocznie lepsi”

Dzisiaj ulegliśmy żywiołom, lecz nie zostaliśmy pokonani. Wrócimy tu jeszcze i wtedy pasiasta flaga na pewno załopocze nad Rysami.
Gloria Victis!