Nigdy nie zostaniesz sam…

Gdyby przyszło mi wskazać jedną osobę, która symbolizowałaby to, co w Cracovii najlepsze, wskazałbym Tomka Wacka. Gdy przyszedł do nas w 1999 roku, na Kałuży się, oględnie mówiąc, nie przelewało. Mimo bardzo ciężkiej sytuacji finansowej Tomek się nie poddał, wytrwał wierny Pasom i doczekał lepszych czasów. Jego wkład w marsz Cracovii do pierwszej ligi jest niezaprzeczalny. Tomek symbolizuje wierność pasiastym barwom, waleczność, skromność i uczciwość. Choć zdarzały mu słabsze mecze, nikt nie mógł mieć wątpliwości, że nasza „piątka” zawsze wkłada dużo serca w grę i zostawia na murawie mnóstwo zdrowia. Gdy po poprzednim sezonie odchodził do Gdyni, przykro mi było, że już go nie zobaczę w pasiastym stroju. Pewne pocieszenie stanowiło, że miał grać w zaprzyjaźnionej Arce, u trenera, z którym przeszedł drogę z III do I ligi. Jak wszyscy, życzyłem mu jak najlepiej. Gdy w bardzo niejasnych okolicznościach kontrakt z Arką rozwiązano, a Tomek został na lodzie, po cichu liczyłem, że Witia wróci na Kałuży. I stało się! Cracovia pokazała, że znana dewiza Liverpool’u „You’ll never walk alone” nie jest nam obca. Gdy arcypasiak znalazł się w kiepskiej sytuacji, profesor Filipiak puścił w niepamięć nieporozumienia z przeszłości i wyciągnął pomocną dłoń do doświadczonego obrońcy. W takich chwilach jestem szczególnie dumny z bycia Pasiakiem. Strasznie się cieszę, że mogę powiedzieć: Witaj Witia w domu!
