Dla takich wyjazdów warto żyć

Z kategorii: Aktualności, Felietony opublikowany: 22.08 11:19 autor: info

Jedziemy do grodu Przemysława. Piękna pogoda, humory dopisują. Asfalt szybko umyka nam spod kół. Już mijamy wiadukt z wielkim napisem PSYCHO-FANS, gdzieś między Gliwicami , a Opolem na kolejnym wiadukcie widnieje spray’owa wymiana standardowych uprzejmości z sąsiadką zza Błoń. No tak, nasi już tu byli he, he.


Wjeżdżamy do Wrocławia. Oczy na około głowy, bo jak powszechnie wiadomo  FC Dolnośląski Cracovii nie skupia jeszcze wszystkich mieszkańców tej miejscowości. Wydaje się już, że gładko opuścimy rogatki Wrocławia, gdy nagle zatrzymuje nas korek. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zza stojącej przed nami cysterny wyłania się klient w pasiastej koszulce z puszką piwa w ręce.Koleś jak łatwo się domyślić jest już mocno “zwilżony”. Niezrażony sporym ruchem samochodowym wspina się po drabince na rzeczoną cysternę i chyba próbuje dolać piwa do przewożonych chemikaliów. Na szczęście właz nie puszcza, cysterna rusza, a “ziomek zdobywca” jak zdążyliśmy go nazwać, wraca cały i zdrowy do swojego busa, dowodzonego przez kolegę Baylay’a. Dalsza droga mija nam bez większych emocji. Wjeżdżamy do Poznania. Wymija nas srebrny focus, a pasażerowie w koszulkach Kolejorza machają by jechać za nimi. Zjeżdżamy z głównej drogi, po chwili wjeżdżamy pod prąd (!) w drogę jednokierunkową. Nasi przewodnicy nie zwalniają ani na moment i już po paru minutach jesteśmy na parkingu przy Bułgarskiej. Od razu nas trochę zatyka. Z każdej strony Poznania ciągną ku stadionowi tysięczne rzesze kibiców. Pierwsza smutna konstatacja, jakże mały mamy stadion, jak niska na nim frekwencja Sad
Abstrahując od naszej pięknej historii czujemy się jak ubodzy krewni Lechitów.
Pomni zaproszeń z forum, próbujemy wbić się na trybunę IV, ale…
Ochrona nic nie wie, a w kasie też nic nie wiedzą, bramy ponumerowane w łacińskie, ale literki, a nie cyfry. Co robić?
Kupujemy bilety pierwsze z brzegu i jak się później okazało rzeczywiście było to z brzegu.
Bilety po 30 pln co przy darmowym wpuszczaniu Lechitów troszkę nas gryzie, ale w końcu jesteśmy zarobasy i nas stać.
Panie ochroniarzu:” Czy tą bramą wejdziemy na sektor B3 ?”
Odpowiedź: “Też” trochę nas konsternuje, ale idziemy, bramki z czytnikami jak w metrze. Wchodzimy na nową wspaniałą trybunę. Na parterze sektor F, na I piętrze sektor C, Logicznie na II piętrze powinno być “B”, tyle, że piętra drugiego nie ma…


Już po 15 minutach błądzenia po nowej trybunie i czterokrotnym zasięganiu języka znajdujemy swoje miejsca. Schemat numeracji z biletów jest nieaktualny, a ten ze stadionu został zrobiony na ksero na krótko przed spotkaniem. No cóż, legendarny wielkopolski porządek Tongue
Siedzieliśmy na poziomie murawy, oddzieleni od boiska szeroką i głęboką betonową fosą. Aż się prosiło, żeby coś do niej wrzucić, ale pod ręką był tylko wózek dziecięcy (bez pasażera !). Po krótkich konsultacjach postanowiliśmy wrzucić… coś na ruszt.
Niestety kiełbaski w Poznaniu przypominały nam w smaku te wędzone na naszym stadionie. Czyżby Alex rozpoczął inwzję na Pyrlandię?
O meczu nie będę się rozpisywać, bo to znacie z relacji.
Kilka tylko spostrzeżeń. Doping Lecha jest po prostu miażdżący. Przez urozmaicenie, głośność, powszechność i nieustającość. W zasadzie tylko po bombie Plastika na chwilę zrobiło się cicho, ale dosłownie może na minutę. Głośno dopingować jak drużynie idzie to nie sztuka. Sztuką jest dopingować jak jest 0:3 i 15 minut do końca. Piłkarzom Lecha nie należał się w tym meczu nawet punkt, ale kibicom należały się trzy.
Na zegarze 70 minuta prowadzimy 3:0, ale nasze miny ponure. Zagryzamy paznokcie z nerwów. My to już znamy, za chwilę się zacznie. I niestety się nie mylimy.
Po bramce Gizy wpadamy w amok. W 9 osób ( w tym dwie kobiety) wyczyniamy dzikie harce. Fotoreporterzy z braku laku (gol po drugiej stronie boiska) trzaskają nam mnóstwo fotek. Patrzy na nas wrogo kilka tysięcy Lechitów zgromadzonych na nowej trybunie. Coś słyszymy o pier. wawelskich smokach. I słusznie, smoki to przecież nie my.
Ostatni gwizdek sędziego. Emocje opadają, kibice Lecha, choć ze łzami w oczach, gratulują nam zwycięstwa i zapraszają na współną imprezę.
Komórki nasze czerwone jak cegły. W końcu nie wszystkie Pasiaki mogły pojechać na ten wyjazd. A teraz trzeba na gorąco wymienić wrażenia.
Droga powrotna mija nam szybko, choć nasz kierowca na fali pomeczowej ekstazy postanowił połączyć wyjazd piłkarski z dwoma hokejowymi, do Tychów i Oświęcimia Cheesy
Jednak nad ranem docieramy do Cracova.
Dzięki naszym piłkarzom i zaprzyjaźnionym kibicom z Poznania wyjazd ten na zawsze pozostanie w naszej pamięci.
Do następnego razu.